woli ze świata zachodniego. .

To pójdę do lochu, napiętnują mnie publicznie żelazem, ześlą do kopalni! Zaraza! - Ha - rzekł wesoło Jaskier. - Nie masz więc wyjścia, Dainty. Musisz potajemnie uciekać z miasta. Wiesz, co? Mam pomysł. Okręcimy cię całego w baranią skórę. Przekroczysz bramę, wołając: "Owieczka jestem, bee, bee". Nikt cię nie rozpozna. - Jaskier - powiedział ponuro niziołek. - Zamknij się, bo cię kopnę. Geralt? - Co, Dainty?. Kiedy pojawiło się pytanie, znalazła się również odpowiedź.. - Nie odszedł na zawsze, jak ci się wydaje! - krzyknął Harry. Chciał zranić Ridle'a, chciał mu dopiec do żywego, choć sam już nie wierzył w to, co mówi. Riddle otworzył usta, lecz nagle zamarł. Skądś napłynęła muzyka. Riddle obrócił się błyskawicznie, by spojrzeć na pustą komnatę. Muzyka rozbrzmiewała coraz głośniej. Była to dziwna, budząca dreszcze, nieziemska muzyka; Harry'emu włosy zjeżyły się na głowie, serce mu nabrzmiało, tłukąc się w piersi. I kiedy muzyka osiągnęła taką moc, że czuł ją pod żebrami, na szczycie najbliższego filaru buchnęły płomienie. Pojawił się szkarłatny ptak wielkości łabędzia - to on wyśpiewywał tę dziwną melodię ku pogrążonemu w mroku sklepieniu. Miał połyskujący złoty ogon, długi jak ogon pawia, i złote szpony, w których trzymał jakiś łachman. W chwilę później ptak poszybował prosto ku Harry'emu. Upuścił szmatę u jego stóp, a potem usiadł ciężko na jego ramieniu. Kiedy złożył swoje wielkie skrzydła, Harry zerknął w górę i zobaczył, że ptak ma długi, ostry, złoty dziób i oczy jak czarne paciorki. Ptak przestał śpiewać. Siedział cicho, wpatrując się w Riddle'a. Harry czuł jego ciepło na policzku.. Pewno zwracał uwagę swoją inteligencją, spokojnym, pewnym siebie, wyważonym spo-. Longina stawała się coraz czerwieńsza, a twarz watażki coraz. . - Zapukaj do drzwi - powiedział mężczyzna z tyłu..